sobota, 14 kwietnia 2012

Brockton w stanie Massachusetts


Od kilku dni mam nowy nałóg. To strona internetowa Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych. Znajdziecie ją pod adresem: www.loc.gov

O stronie wiem od Ireneusza Zjeżdżałki… czytuję „Proces naturalny”… Czytam bloga Eryka wolno, stosunkowo rzadko, bo przecież liczba 66 wpisów jest liczbą skończoną… ostateczną…

Eryku – dziękuję za informację o Bibliotece Kongresu, ale przede wszystkim jednak za „Ryby z Warszawskiej”.

Dlaczego strona ta stała się nałogiem? 
Jeśli ktoś jest fototematyczny jak ja zrozumie to po 10 minutach spędzonych w dziale fotografii. Tysiące starych, bardzo starych i nieco młodszych fotografii… piękne skany – do tego można je pobierać na dysk w dużych plikach TIFF! Uczta dla oczu na wiele wieczorów przy winie i poranków przy kawie.

Dziś znowu tam byłem…. tym razem w Brockton w stanie Massachusetts. 
Dziś Brockton ma ponad 90000 mieszkańców, ale w 1940 roku miało ich nieco ponad 60000. 
Za sprawą niejakiego Jacka Delano (tak naprawdę Ukraińca - Jacoba Ovcharova, 1914 – 1997) poznałem dziś kilkoro mieszkańców Brockton, plus ich psa... oczywiście.

Jack Delano był członkiem grupy fotografów dokumentalistów Farm Security Administration (FSA), utworzonej na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie lat 30. 
I tak zawędrował do Brockton…

Oto Ona. 

Ta fotografia:

Jack Delano, Children in the tenement district, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku











Miniaturka zapowiadała się ciekawie, ale gdy zobaczyłem fotografię na pełnym ekranie... "o Boże"...
Tak powiedziałem, poważnie...

Wejdźcie proszę na stronę: http://www.loc.gov/pictures/item/fsa1992001615/PP/
i pobierzcie sobie duży plik.

Szczegóły... zobaczycie je. Jest grudzień 1940 roku. Wiadomo to nawet bez podpisu. Dowód?
Święty Mikołaj wiszący w oknie na pierwszym piętrze nad wrakiem samochodu. Nie przeoczcie drewnianego wózka pomiędzy kamienicami...

Nie ma sensu więcej pisać... oglądajcie...

Jack Delano nie zrobił jednak tylko jednej fotografii dzieciom z dzielnicy kamienic.

Jack Delano, Children in the tenement district, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku

To nie zdarzyło się naprawdę. Tak to wygląda - jak scena z filmu o latach 30 w USA...
A jednak...
Widzicie chłopca w oknie... był tam. 

Jack Delano, Children with adult in the tenement district, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku

A teraz Brockton na innych fotografiach z grudnia 1940 roku... Jack Delano miał wtedy 26 lat.

Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku
Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku
Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku
Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku
Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Grudzień 1940 roku
Jack Delano, Brockton - Massachusetts, Styczeń 1941 roku
Ostatnia fotografia... Styczeń 1941 roku. Jack Delano Święta i Sylwestra spędził zapewne w Brockton...

...w "Quincy Market" kupił po wykonaniu fotografii Jacka... Danielsa... to niemal pewne...

...jak myślicie?

sobota, 10 marca 2012

Uczta weselna...


Marzenia się spełniają… przynajmniej czasami.
„Chciałbym teraz mieć przed sobą karton starych fotografii… żeby je obejrzeć”. Spełniło się. 
Anita przyniosła stos starych fotografii. To była uczta…

Wtedy na weselach też były uczty.
Przyjrzyjcie się dobrze. Dokładnie. 
Na każdej z tych fotografii jest mężczyzna, który „polewa” alkohol.

Ten dach kryty strzechą...
Torty też oczywiście są... i babki.
Obowiązkowo też orkiestra. Bo wtedy jeszcze były orkiestry...
Tutaj nie. Zapewne dlatego, że to skromne wesele. Ale alkohol...
a jakże! 
Tutaj już "na bogato". Widzicie jak kucharka eksponuje kiełbasę?
Coś pięknego!

Ostatnia fotografia jest wyjątkowa. Nie wiem czy nie mieli tam alkoholu, czy też wypili go zanim przybył fotograf.
Carl Elsner... tak się nazywał.
Na rewersie fotografii napis "Carl Elsner, Fotohaus, Wreschen"
Kto z Was wie w którym miejscu we Wrześni był ten zakład? 

Poszukajcie dobrze w domach. Weźcie lupę... przyda się. Otwórzcie wino... też się przyda. Wasza kablówka nie nadaje tak ciekawych historii dokumentalnych, jak te, które kryją się w zakamarkach domowych szuflad. Miłego oglądania... 

piątek, 13 stycznia 2012

Bursztynowy... obiektyw


Gdańsk. Na ulicy Chlebnickiej jest sklep w którym można kupić nawet miłosławską Fortunę… ale nie o tym…

Nieopodal znajduje się malutka galeria. Na wystawie okiennej czytam o człowieku, który buduje miniaturowe aparaty fotograficzne. Decyzja o wejściu do środka jest więc oczywista. Bardzo tam kameralnie, na ścianach wiszą fotografie miniaturowych aparatów… na tyłach znajduje się pracownia z której wychodzi ich twórca.
To Marek Mazur.

Po kilku minutach rozmowy już wiem, że to człowiek pochłonięty swoją pasją… uwielbia to co robi i najwidoczniej lubi też o tym opowiadać. Kiedy chcę już kończyć rozmowę, bo widzę przecież, że oderwaliśmy go od pracy, On zaczyna kolejny wątek…

Aparat w piórze, „książka aparat”, obiektyw „Mazuron”, wreszcie jedyny na świecie bursztynowy obiektyw…

Tak, tak… Okazuje się, że można zrobić obiektyw choćby z bursztynu… pod warunkiem, że bardzo się chce.

To miała być krótka wizyta. Wyobrażałem sobie za drzwiami małą tradycyjną galerię, kilka minut zwiedzania… w rzeczywistości było to półtorej godziny niesamowitej rozmowy.

W końcu pada propozycja… "Jeśli chcecie zrobię Wam zdjęcie bursztynowym obiektywem".
„Bursztyn przynosi szczęście – a zdjęcie wykonane bursztynowym obiektywem? Przynosi podwójne szczęście”…

Mam tą fotografię właśnie przed sobą… bursztynowy obiektyw ma dziwną plastykę… malarską… miękką… widzi świat jakby zza na wpół przymkniętych powiek…

Nie pokażę Wam jej. Musicie ją sobie wyobrazić…

Albo lepiej. Jedźcie do Gdańska.. na Chlebnicką. Zapytajcie Pana Marka jak to się stało, że sprzedał pierwszy zrobiony przez siebie miniaturowy aparat… a potem za otrzymaną kwotę kupił samochód i wyposażył mieszkanie…

…a na końcu poproście o fotografię wykonaną bursztynowym obiektywem.

Jeśli nie na szczęście to dla samego faktu, że jest unikatowa… i piękna…


Strona Marka Mazura
http://www.retrokamera.com.pl/ 

czwartek, 12 stycznia 2012

Kincon... made in Września


Włącz przeglądarkę internetową. Wejdź na najpopularniejszy portal aukcyjny, wybierz kategorię „Fotografia”, potem „Akcesoria fotograficzne” i wreszcie „Makro”… i już. Wystarczy wybrać, zapłacić, czekać na paczkę…
…a kiedyś to nie było takie proste.

Gdyby było... „Kincon” pewnie nigdy by nie powstał. Bo jak mówi przysłowie „potrzeba matką wynalazku”…

"Kincon", fot. Karol Gustaw Szymkowiak

Ale od początku…

Jeśli tylko mam okazję odwiedzam zakład fotograficzny Andrzeja Kamińskiego we Wrześni. Nie tylko aby coś kupić czy wywołać film. Częściej aby porozmawiać z jego właścicielem, który jest kopalnią wiedzy na temat fotografii, a przy tym świetnym rozmówcą. I tak kiedyś sobie rozmawialiśmy po raz kolejny o dawnych czasach, pracy w ciemni, starych aparatach, gdy Pan Andrzej powiedział coś w stylu „pokażę Ci co mam”. Z zaplecza swojego zakładu przyniósł dwie drewniane skrzynki…

…w 1933 roku w sąsiedztwie dzisiejszego zakładu Kamińskiego swój zakład fotograficzny otwiera na ulicy Zamkowej (dzisiaj Harcerska) Franciszek Włosik. Włosik był świetnym fotografem. Dokumentował Wrześnię i portretował jej mieszkańców. Część z tych fotografii można podziwiać w wydanym przez wydawnictwo Kropka w 2005 roku albumie „Przedwojenna Września – fotografie Franciszka Włosika”…

"Kincon", fot. Karol Gustaw Szymkowiak
…a co to ma wspólnego z dwoma drewnianymi skrzynkami w zakładzie Kamińskiego? Otwieramy pierwszą z nich. Aparat, miech, obiektywy… niby to wszystko zwyczajne, ale jakieś „nietypowe”…

Skrzynia ze skarbami, fot. Karol Gustaw Szymkowiak
…pasją Franciszka Włosika była przyroda, fotografowaniu której poświęcał wiele czasu.
To wyjaśnia dlaczego powstał Kincon…

"Kincon", fot. Karol Gustaw Szymkowiak
…to co znajduje się w pierwszej drewnianej skrzynce, jest niczym innym jak przystawką makro, przystosowaną do pracy z aparatem Leica. Franciszek Włosik zaprojektował i wykonał ją sam… istnieje tylko w jednym egzemplarzu! Z przodu tabliczka z wygrawerowaną nazwą „Kincon”. Andrzej Kamiński demonstruje mi jego działanie… niestety nie na Leice Włosika (której nie posiada), a na poczciwej Zorce 4. Mieszek montujemy na statywie, wkręcamy zamiast obiektywu i mamy sprzęt do makro… ale jak kadrować i ustawiać ostrość? Wszak ani Leica, ani Zorki-4 nie były lustrzankami. To proste. Obracamy aparat do góry nogami, w jego miejscu ląduje wizjer z matówką. Ustawiamy kadr, ostrzymy. Następnie znowu obracamy aparat i robimy zdjęcie. Proste i genialne rozwiązanie…   

"Kincon" w pozycji do fotografowania, fot. Karol Gustaw Szymkowiak
"Kincon" w pozycji do kadrowania, fot. Karol Gustaw Szymkowiak
 
…Franciszek Włosik często udawał się z aparatem fotograficznym na łono przyrody, do lasu…  gdzie podczas jednego z plenerów zmarł na atak serca w 1953 roku…


…a w drugiej skrzynce? To kolejne akcesoria do Leica’y made in Września. Synchronizator błysku i coś co dziś nazwalibyśmy „gripem”. Niesamowitego smaczku dodaje instrukcja obsługi napisana własnoręcznie przez konstruktora… 

Synchronizator błysku i "grip", fot. Karol Gustaw Szymkowiak
Andrzej Kamiński z konstrukcją Franciszka Włosika, fot. Karol Gustaw Szymkowiak
Instrukcja obsługi, fot. Karol Gustaw Szymkowiak
...„Tak łączyć".

Te skarby Andrzej Kamiński nabył od syna Franciszka Włosika, również Andrzeja. Na żadnym z tych urządzeń nie widnieje data ich… hmm... produkcji? Obecny właściciel ocenia, że powstały w latach 40 ubiegłego wieku… i są to tylko jedne z wielu niezwykłych konstrukcji Włosika.


Zorki-4, fot. Karol Gustaw Szymkowiak

Podziękowania dla Andrzeja Kamińskiego za opowiedzenie tej niesamowitej historii...

środa, 28 grudnia 2011

...i Hawaje


Jakże często dajemy się… oszukać – nie to brzydkie słowo, nabrać… też nie, raczej zwieść… tak zwieść fotografii.
Zwodzić… uwodzić… fotografie mają tę moc.

Widza zwieść łatwo.

Ale co z samym fotografem…?

Był tam.

Rozkładał statyw, oddychał tamtym powietrzem… wie co było poza kadrem…

No tak.

Ale fotografie są swoistym przedłużeniem pamięci. 
Sfotografować można tylko teraźniejszość, która niekiedy już po 1/4000 sekundy staje się przeszłością.

A jak wiadomo mamy silne skłonności do idealizowania przeszłości…

Wracam z Trójmiasta do domu… po miesiącu wywołuję negatyw… 

Karol Gustaw Szymkowiak, Hawaii, 2011

Przyglądam się jednej z fotografii. Gdańsk? nie... Gdynia? nie...

Sopot!!! ...chyba jednak nie...

To nie był Sopot. Wykluczam to…

Hawaje… o tak! Przecież pamiętam… 

środa, 21 grudnia 2011

Pripyat

W zakładce "strony" zapraszam do oglądania: Pripyat
Karol Gustaw Szymkowiak, Pripyat

4 luty 1970 roku. 4 kilometry od elektrowni atomowej Czernobylskaja dla jej pracowników i ich rodzin zostaje założone miasto Prypeć.

26 kwietnia 1986 roku w elektrowni Czernobylskaja dochodzi do największej w dziejach katastrofy atomowej.

27 kwietnia 1986 roku zapada decyzja o ewakuacji... 50 tysięcy mieszkańców musi opuścić swoje mieszkania... jak się później okazało - na zawsze.

7-8 kwietnia 2011 roku... plener w opuszczonym mieście